czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział IX

--------------------
Czasem niemożliwe staje się możliwe...
Można zapomnieć.
--------------------

-Feniks uspokój się. - to co widzę w jego oczach to przerażenie i smutek czy kolejne kłamstwo?!
-Uspokój się?! Uspokoję się dopiero wtedy gdy ty zginiesz! - podchodzi do mnie, mogłabym go teraz zabić. Powinnam przecież to zrobić! Nie dam rady! Ponownie zaczynam płakać, tym razem z powodu mojej własnej bezsilności. Odległość dzieląca mnie i Revena zmniejszyła się za sprawą chłopaka. Powinnam się od niego odsunąć albo go zabić! Nie potrafię jednak zrobić niczego... - Zabiłam tylu ludzi, elfów jednak ciebie nie potrafię. - powiedziałam po cichu, jednak na tyle głośno aby on to usłyszał. Dzieli nas teraz tylko kilka centymetrów, mężczyzna wyrwał mi miecz i rzucił go na podłogę. Przytulił mnie. Tęskniłam za tym...
-Porozmawiaj ze mną, pozwól mi to wszystko wytłumaczyć. - wyszeptał mi do ucha. Pod wpływem jego oddechu po moim ciele przeszły dreszcze. Nadal go kocham?
-Nie ma czego tłumaczyć. Zapomniałeś o mnie. Zostawiłeś... - odsunął się ode mnie i zamknął drzwi komnaty.
-To nie tak jak myślisz?
-Nie tak jak myślę?! Więc mnie oświeć! - widać, że traci cierpliwość. Czemu nie mogę przestać płakać?!
-Proszę nie płacz. - siada na łóżko. - Tego wieczora... - przerywa. Wiem, że on kolejny raz mnie okłamie, ale muszę posłuchać tego co ma mi on do powiedzenia.  - Ci strażnicy mnie ogłuszyli  i związali. Nie dałem rady się wydostać nawet po tym jak odzyskałem przytomność... - ponownie przerwał, zapewne wymyśla kolejne kłamstwo... - Jeden z nich powiedział, że cię zabił... - widzę, że mówienie o tym go boli, ale nie wiem czy to co widzę to maska czy jednak prawda. - Dokładnie mi to opisał... Byłem wściekły! Chciałem go zabić, ale nie mogłem, nie dałem rady. - to tak jak ja teraz, ale mnie powstrzymuje coś innego. - Potem powiedzieli mi, że mój ojciec został zabity podczas szukania mnie i nie ma kto zająć się domem i matką, która rozpacza po jego stracie i moim odejściu. - ojciec czy ojczym? Erick żyje! - Zacząłem mieć wyrzuty sumienia. Wróciłem do domu. Byłem pewny, że nie żyjesz... - głos mu się załamuje, naprawdę świetny z niego aktor... - Teraz żałuję, że nie wróciłem i nie sprawdziłem czy żyjesz. Nie cofnę czasu i nie naprawię tego co zrobiłem. Mam żonę, owszem, ale jej nie kocham. Nie mogłem o tobie zapomnieć. Cały czas o tobie myślę. Kocham cię Feniks, uwierz mi. - nie mogę mu w to uwierzyć, a jednak chcę. - Jeżeli kiedyś znów mi zaufasz, obiecuję, że cie stąd zabiorę, uciekniemy gdzieś razem. -dość!
-Jak miał na imię twój prawdziwy ojciec?
-Co?! - on krzyknął. Może jednak mówi prawdę. Nie wiem! Niewiedza jest najgorsza! - Tylko to cię interesuje?!
-Znałeś Erick'a?
-Co?! - on jest wściekły?
-Erick jest ehominis.
-Spotkałaś go?! On żyje?!
-Tak, powiedz kim on dla ciebie jest?
-Ojczymem, ale był dla mnie jak ojciec. Gdzie on jest?! - widzę jak na jego twarzy pojawia się uśmiech, a oczy zaczynają błyszczeć, teraz zachowuje się tak sama jak chłopak, którego pokochałam. Rozmowa o nas już go znudziła...
-Wraca do domu, spotkałam go kilka tygodni temu. - podchodzi do mnie.
-Feniks ty nic nie rozumiesz?! -co mam rozumieć? - Jeżeli mój ojciec wróci nic nie stanie nam na przeszkodzie, będziemy mogli stąd uciec! - jego ton głodu wyraża ekscytację. - Sprowadzę go tutaj! - zaczyna zbierać rzeczy, które będą mu potrzebne. Przebiera się i  chowa broń. Odwracam się i wychodzę. - Zaczekaj! - Otworzyłam już drzwi. Chłopak złapał mnie za ramię i odwrócił twarzą do siebie.
-Czego ty jeszcze chcesz?! - objął mnie mocno i przycisnął do siebie, wiem co on chce zrobić, ale nie chcę tego. Już nie. - Puść. - pocałował mnie. Próbuję się wyrwać, ale po chwili przestaje, ten pocałunek jest inny niż wszystkie pozostałe, pełno w nim bólu, tęsknoty i zachłanności. Odrywam się od niego. Chce wyjść, ale to co zobaczyłam w tym momencie zszokowało mnie. To Aron stoi i patrzy się na nas, na jego twarzy maluje się żal i coś jeszcze, ale nie wiem co to jest, w tym właśnie momencie chłopak odwrócił się i odszedł. Teraz przypomniałam sobie co spowodowało, że tu przyszłam. - Spreparowałeś dowody mojej śmierci! Jak mogłeś?! Wszystko mogłoby teraz wyglądać zupełnie inaczej! Nie zabijałabym, możliwe, że zamiast bawić się w rycerza i szukać zemsty miałabym teraz normalne życie!  - moja wściekłość przybiera na sile..
-Wiem... Wiem , że nie powinienem tego robić, ale inaczej nie mogłem. Chciałem cię tylko dla siebie... Nadal chcę.  - nie wiem czy on mówi prawdę, czy jednak kłamie... - Sprowadzę tu ojca i będziemy żyć tak jak dawniej. - czy ja na pewno chcę takiego życia? Życia, którego jedynym celem jest przetrwanie i nie danie się złapać. Nie wiem czy nadal chcę tak egzystować.
-Kto powiedział, że ja chce takiego życia? Po za tym masz żonę!
-Ta kobieta ma tylko status mojej żony. - ponownie przybliża się do mnie. - Kocham cię Feniks. Wrócę i cie stąd zabiorę. Obiecuję. - pocałował mnie i odszedł.

***
 Minął tydzień odkąd Reven wyjechał. Nie wiem co będzie gdy on wróci. Boje się, że po raz kolejny skłamał, że to co mówił to tylko puste słowa...  Nic już nie wiem i to jest najgorsze. Reven jest doskonałym kłamcą, jednak jego oczy i pocałunki robią mi w głowie mętlik, ale mimo wszystko jednego jestem pewna, nie ucieknę z nim, on ma żonę, a ja nie chce takiego życia.
Aron wściekł się na mnie przez to co zobaczył. Jak on to powiedział: "Mówiłaś, że go zabijesz, a gdy was znalazłem to co zastałem?! Całowaliście się i to w jaki sposób!", ale nie dziwie się mu, przecież za to co zrobił Reven każdą inną osobę na jego miejscu bez wahania bym zabiła, a z nim się całowałam... To był błąd.
W naszym królestwie obecnie nie trwają żadne bitwy, być może wkrótce wyruszę w stronę granicy i zbadam co się tam dzieje. Nie chcę już należeć do armii, ale może w jakimś stopniu odpokutuję swoje winy pomagając w obronie ojczyzny.

---------------------------------
Przepraszam za błędy, ale jestem wykończona, wiem, że rozdział jest krótki i szczerze mówiąc nie podoba mi się, ale dodaje teraz przynajmniej tyle, bo możliwe, że następny będzie dopiero we wtorek.


wtorek, 24 czerwca 2014

Pytania

Na podstronie "Zapytaj bohaterów" nie udzielaliście się więc zastąpiła ją strona "Pytania", możecie tam zadawać pytania na dowolny temat. Na wszystkie pytania będę odpowiadać.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział VIII

--------------------------
Najmocniej może zranić nas ten,
którego kochamy najbardziej.
--------------------------

 To nie może być prawda! To nie może być on! To musi być jakiś koszmar, z którego nie mogę się obudzić! To nie jest sen...
-To nasza... - zaczął król. Reven patrzy na mnie z niedowierzaniem.
-Morte. - dokończyłam za niego głosem pozbawionym emocji, wyszłam.

***
 Siedzę w mojej komnacie, mam gdzieś co teraz będzie. Jak on mógł mi to zrobić?! Kochałam go. Chciałam się zemścić za to, że go porwali. Nie wiedziałam czy on żyje! Myślałam, że zwariuje! Każdej nocy modliłam się o śmierć! On nie wie jak to jest! To jego zniknięcie sprawiło, że jestem czym jestem.
Jak mogłam być tak głupia?! Reven zawsze był podstępny i przebiegły. Znalazł sobie okazje na wygodne życie i zapomniał o mnie. Jest już po ślubie... Jedno mnie zastanawia - jego oczy. Stał się idealnym kłamcą, nawet jego oczy potrafią perfekcyjnie kłamać. Łzy na mój widok, co to miało być?! Ktoś puka do drzwi. Kto normalny o tej porze puka do Śmierci?! Wstaje i otwieram drzwi. Żałuję, że to zrobiłam.
-Feniks porozmawiajmy.
-Chcesz mnie przeprosić, że nie zostałam zaproszona na twój ślub?! Daruj sobie!
-Feniks! Kocham ciebie nie ją, zrozum... - on chyba kpi! Przerywam mu.
-Zrozum?! Co mam zrozumieć, że z tej miłości wziąłeś ślub z inną!?
-Myślałem, że nie żyjesz. Chciałem o tobie zapomnieć.
-Myślisz, że uwierzę w te twoje bajki! Daruj sobie. - drugie zdanie powiedziałam z kpiną w głosie.
-Powiedzieli mi, że nie żyjesz! Że cię zabili. - ktoś tu idzie.
-Wynoś się! - krzyczę. Czuję, że do moich oczu napływają łzy.
-Zostaw ją! - to Aron.
-To nie twoja sprawa!
-Znam ją całe życie więc łaskawie zabierz się stąd jeżeli nie chcesz zakończyć swojego!
-Zabijesz mnie? - zapytał z kpiną w głosie. Zawsze uważał się za najlepszego wojownika...
-Ja to zrobię. - gdy to powiedziałam Reven spojrzał na mnie, zaśmiał się i odszedł.
-Kto to był? - zapytał Aron.
-Największy błąd w moim życiu. - przestałam powstrzymywać łzy. Weszłam do komnaty, chciałam zamknąć za sobą drzwi, ale Aron mi na to nie pozwolił. Wszedł do środka. Nie mam już siły się z nim kłócić, wiem, że i tak postawi na swoim.

***
 Słońce wschodzi. Aron nadal tu jest. Przytula mnie. Przed moją ucieczką, gdy płakałam, a on o tym wiedział zawsze tak robił. Przy nikim nie płaczę, ale wiem, że mogę to zrobić przy nim, on zawsze mi pomoże, przy nim czuję się bezpieczna. Kiedyś ufałam mu bezgranicznie...
-Jak myślisz, co dzieje się z tymi, którzy umierają? - zapytałam.
-Nie wiem Feniks. Zaraz czy ty chcesz?! - nie mógł nawet dokończyć tego zdania. Chciał zapytać czy chcę się zabić... Oczywiście, że tak. Chociaż może nie... Powinnam choć w jakiejś części wynagrodzić krzywdy, które wyrządziłam. Nadal będę walczyć w armii. Po wojnie skończę swoje życie, które i tak nie ma już sensu.
-Nie - odpowiedziałam na co chłopak ze świstem wypuścił z płuc powietrze.
-Przepraszam, że nie przyszedłem od razu.
-Dobrze wiesz, że wpuściłam cię tylko dla tego, że nie miałam siły na kłótnie z tobą. - zaśmiał się. 
-Wiem. Mogę cię już zostawić? Chętnie bym posiedział, ale niedługo służba zacznie roznosić śniadanie i myślę, że zabiłabyś mnie gdyby były jakieś pikantne plotki na nasz temat.
-Masz rację, zabiłabym cię. - powiedziałam z uśmiechem. Aron wstał, pocałował mnie w czoło i wyszedł.


***
 Jestem z Aronem na polowaniu od trzech godzin, dziwi mnie, że chłopak nie pytał o Revena, zamiast tego wspominamy dawne czasy. Pogoda jest idealna, świeci ciepłe słońce i wieje letni wietrzyk. Las jest gęsty. Idziemy pieszo.
-A wiesz za czym tęsknię najbardziej? - zapytał.
-Nie mam pojęcia. - zastanawiam się chwilę. - Nie wiem, no! - zaśmiał się.
-Za tym wszystkim, za naszymi rozmowami, za tym jak spędzaliśmy czas. Za pewną, śliczną elfką, która była we mnie zauroczona... Chciałbym żeby to wróciło, żeby było jak dawniej.
-Wiesz, że nie będzie, zmieniłam się. Tamta elfka nie wróci.
-Przyznałaś, że byłaś we mnie zauroczona? - zapytał, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Byłam, ale nie jestem.
-Może będziesz. Nie bądź taka pewna tego, że dawna Feniks nie wróci, ja myślałem, że nie żyjesz, a tu proszę. - powiedział z uśmiechem.
-Zabawne, jestem pewna, jesteś dla mnie jak starszy brat. - posmutniał. Nie wiem czemu. Może źle się czuje. - Nic ci nie jest, wyglądasz jakby coś cię bolało.
-Nie.
-Miałam cię zapytać, wtedy przed bitwą, co to były za ślady? Czemu myślałeś, że nie żyję?
-Znalazłem twój sztylet, pamiętasz miał tam wygrawerowany napis. - przytaknęłam skinięciem głowy. - Był cały we krwi, znalazłem też twój medalion, ten ode mnie, było to przy rzece. - widzę, że ciężko mu o tym mówić. - Na wodzie pływały skrawki drogiego materiału. Byłem pewny, że należały one do ciebie. Myślałem, że nie żyjesz. - ostatnie zdanie powiedział bardzo cicho, a do moich oczu napłynęły łzy wściekłości i żalu. - Co się stało? - zatrzymał się i spojrzał mi w oczy. Jak mam powiedzieć coś w co sama nie mogę uwierzyć.
-To był Reven! Pewnego dnia zapytał mnie o to czy mogę oddać mu medalion i sztylet, bo potrzebne są nam pieniądze. - powiedziałam cicho. - Teraz dopiero rozumiem jaka byłam głupia! On to wszystko spreparował. Kto normalny na naszym miejscu sprzedałby sztylet i medalion z wygrawerowanymi napisami, przecież coś takiego rzuca się w oczy! Chciałam zemścić się na kimś kto odebrał mi Revena, ale teraz zemszczę się na nim!
-Feniks uspokój się. Sam bym go najchętniej zabił, ale nie darowałabyś mi tego. Sobie też nie darujesz.
-To przez niego stałam się Śmiercią! Zabiłam tak wiele osób, które mogły teraz żyć! Zapłaci mi za to! - biegnę w stronę miejsca, w którym zostawiliśmy nasze konie.
-Feniks stój! - Aron biegnie za mną. Nie interesuje mnie już nic, chce zabić Revena i zrobię to!
Biegnę przez las, Aron jest tuż za mną. Widzę już konie. Wierzchowiec Arona jest szybszy, dosiadam go. Zostawiam chłopaka w tyle. Jestem wściekła! Reven zapłaci mi za wszystko! Aron mnie szukał i był tak blisko, Reven doskonale o tym wiedział! Gdybym wtedy wróciła do domu to wszystko nie miałoby miejsca! Nie zabiłabym tylu ludzi! Zniszczyłam tyle rodzin zabijając! Reven zapłaci mi za to i za to jak bardzo cierpiałam, on nie wie co to znaczy błagać o śmierć, która nie chce nadejść!
 Jestem coraz bliżej zamku, Aron próbuje mnie dogonić, na szczęście zabrałam jego konia.
Przejeżdżam przez bramy miasta. Dojeżdżam do zamku, zsiadam z konia. I co teraz?! Zamek jest ogromny, jak mam znaleźć w nim Revena?! Widzę jedną z służących. Podbiegam do niej.
-Wiesz na którym piętrze zatrzymali się goście króla?!
-Na pierwszym pani. - wbiegam na wskazany poziom budowli. Jak to możliwe, że Reven znalazł mnie od razu?! Zaczął się maraton między drzwiami, musiałam gdzieś zgubić Arona. Sprawdzam już chyba piętnastą komnatę. Jest! Wyciągam miecz, podbiegam do niego.
-Zapłacisz mi za wszystko! Zginiesz!

---------------------------
Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie za Revena.
Mam już przygotowane plany co do jego osoby...
Czekam na komentarze.

Rozdział VII

----------------------
Niektóre chwile zostają w pamięci na zawsze.
---------------------

-Aron! Proszę cię wstań! Niech ktoś mu pomoże! - w moją stronę ktoś biegnie. To elfy, mówią, że Aron tego nie przeżyje...

***
 Już drugi dzień siedzę przy łóżku Arona. Po moich prośbach i groźbach ktoś zgodził się mu pomóc. Jesteśmy w mieście, któremu przyszliśmy z pomocą. Dopiero teraz rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym jestem, to jakaś opuszczona chata, jej mieszkańcy zginęli podczas bitwy. Co kilka godzin przychodzi tu jakiś znachor, sprawdza on stan Arona, usunął on strzałę z jego brzucha, ale powiedział, że mężczyzna ma małe szanse na przeżycie.
On nie może zginąć! Nie teraz i nie prze zemnie! Uratował mi życie... Jeżeli któreś z nas zasłużyło na śmierć to ja, nie on. Martwię się o niego, byliśmy przyjaciółmi.

***
 Z Aronem jest lepiej, ale nadal nie odzyskał przytomności. Martwię się. Z tego co wiem ostatni posiłek jadł on jakieś siedemdziesiąt godzin temu, jeżeli w ciągu dwóch godzin czegoś nie zje, umrze. To nie może tak się skończyć! Do środka weszła jakaś kobieta.
-Jeżeli nie chce pani umrzeć, to powinna pani coś zjeść. Jedzenie, które przynosiłam wcześniej stoi nietknięte. - faktycznie, przez to wszystko zapomniałam o jedzeniu...
-Dziękuję.
-Mówią, że Morte nie ma uczuć, że umie tylko zabijać, ale to nie prawda, pani go kocha. - powiedziała kobieta.
-Co?! Ja go kocham?! To chyba jakieś kpiny!
-Może pani zaprzeczać, ale to widać. Zajmę się nim, niech pani odpocznie, tak nie można. - spojrzałam na kobietę z wściekłością. Co ona sobie wyobraża?! Najpierw mówi, że go kocham, a teraz mi matkuje! Nigdy nie miałam matki i jakoś sobie radziłam.
-Poradzę sobie! - przestraszona kobieta wyszła. - Aron proszę cię, obudź się. - zaczęłam płakać. Nie wybaczę sobie jeżeli on umrze. On nie może umrzeć! - Obudź się! Proszę...
Mijają kolejne minuty, Aron nadal się nie obudził. Jest taki spokojny gdy śpi. Całe życie był porywczy, gdy uciekłam z domu to właśnie za nim tęskniłam najbardziej. Kochałam go dopóki nie pokochałam Revena, jednak nigdy nie przestałam o nim myśleć. Jeżeli on umrze, chęć zemsty nie zatrzyma mnie przy życiu... Czy on się poruszył?! Otwiera oczy! Nie mogę pohamować łez, rzucam się na chłopaka i mocno go przytulam.
-Idioto masz chodzić w tej przeklętej zbroi! Masz mnie słuchać rozumiesz! Gdy mówię, że masz nie iść to masz nie iść! Wiesz jak się o ciebie martwiłam!? Nigdy więcej mi tego nie rób, bo przysięgam, że po tym jak się ockniesz to sama cię zabije! - wykrzyczałam to wszystko na jednym tchu. Tak się cieszę, że on żyje!
-Miłe powitanie. - wychrypiał. - Jednak dziewczyna, którą kocham nadal żyje. - oderwałam się od niego.
-Aron przestań.
-Płakałaś... - zaczął ocierać moje łzy. Nie wierzę, że dał radę to zrobić, jest taki słaby. Powinnam to przerwać. Pocałował mnie! Poczułam się dziwnie... Nie powinnam mu na to pozwalać. Odsuwam się od niego.
-Więcej tego nie rób! - nakazałam mu, na co on tylko się uśmiechnął. - Zaraz ktoś tu przyjdzie i cię nakarmi. - on nadal się uśmiecha.

***
 Znalazłam kobietę, która wcześniej tu przychodziła i kazałam jej iść do Arona. Sama chodzę po mieście bez celu. Nie wierze, że pozwoliłam Aronowi się pocałować. Nie powinnam do tego dopuścić i nigdy więcej mu na to nie pozwolę.
 Wracam właśnie do chaty, w której znajduje się Aron. Kobieta, którą do niego posłałam nadal tam jest.
-Ona pana kocha. - skąd ona może wiedzieć co ja czuję?! Kocham Revena. Kochałam Revena...
-Chciałbym, mam nadzieję, że kiedyś będzie taka jak dawniej... - urwał.
-Jednak mimo tego jaka jest pan ją kocha?
-Bardzo. - czemu sili się na rozmowę skoro to go wykańcza?! - Kochałem przez te wszystkie lata gdy myślałem, że ona nie żyje i będą ją kochał nadal. - nie wierze w to co słyszę...
-Można jej pozazdrościć, ale niech mi pan wierzy, ona na prawdę pana kocha, nie odstępowała pana na krok, sama zjadła dopiero nie dawno. - weszłam do środka zamykając za sobą głośno drzwi, kończąc tym samym tą rozmowę. Spojrzeli w moją stronę.
-Jak się czujesz? - zapytałam tak chłodnym głosem na jaki tylko mnie było stać.
-Lepiej. Kiedy możemy wracać do stolicy?
-Zwariowałeś!? Ty nawet sam zjeść nie możesz, a myślisz o powrocie! - uśmiechnął się. To go bawi! On robi to specjalnie! On chce żebym pokazywała, że się o niego martwię. - Był tu ten cały lekarz? - zapytałam już spokojnym głosem.
-Tak.
-Co powiedział?
-Że przeżyje.
-No zabawne! Tyle to wiem i ja! - krzyknęłam wściekła na co on się uśmiechnął. - Idź spać, a pani dziękuję za pomoc. Kobieta wyszła, ale na jej twarzy malował się uśmiech.
-Nie sądzisz, że spałem już wystarczająco długo? - zapytał rozbawiony tym swoim zachrypniętym głosem.
-Och zamknij się wreszcie.

***
 Aron jest już zdrowy, a po jego ranie została tylko blizna. Wracamy do stolicy\. Po przebudzeniu Arona w mieście byliśmy przez osiem dni, mężczyzna ma silny organizm i tyle czasu wystarczyło żeby w pełni doszedł do siebie.
Nadal jestem wściekła na siebie, że nie umiem trzymać przy nim nerwów na wodzy, jeszcze niedawno z mojej twarzy nie dało się wyczytać żadnych emocji.
Staram się nie myśleć o tym co powiedział Aron, miałam się zemścić i to zrobię, po to tu jestem. Zemszczę się na ludziach, którzy odebrali mi Revena. Tak bardzo go kochałam. Coraz częściej mówię, że go kochałam, czy ja już nic do niego nie czuje? Może już całkiem jestem pozbawiona uczuć.

***
 Jestem w mojej komnacie w królewskim zamku do którego dotarliśmy kilka godzin temu. Wcześniej się jej nie przyglądałam, ale teraz widzę, że jest ogromna. Podłoga jak i ściany są jasne. Mnóstwo tu roślin, pną się one począwszy od ścian i oplatają znaczną część sufitu.
Muszę zacząć działać. Chcę dopaść kogoś kto zlecił porwanie lub zabicie Reven'a. Wcześniej wydawało mi się to całkiem proste, ale teraz nie wiem nawet od czego zacząć.
 Jutro wieczorem ma odbyć się jakaś uczta, na którą niestety jestem zaproszona, będę tam główną atrakcją, król chce mnie pokazać swoim pupilkom. Mój ojciec też przybędzie, ale król postara się o to, aby nikomu nie powiedział kim jestem.

***
 Szykuję się właśnie na przyjęcie. Nie mam ochoty tam iść. Mam na sobie długą jasno zieloną suknie, na szczęście ma ona prosty krój, ale jest ładna i to bardzo. Muszę przyznać, że mi pasuje. Ostatnio w sukience chodziłam jeszcze dzień przed moją ucieczką, byłam wtedy na spacerze z Aronem...
 Uroczystość trwa od godziny. Evendor przedstawił mnie już wszystkim. Z ojcem nie rozmawiałam. Nie wiem nawet czy chciałabym z nim rozmawiać... Leonard podziękował mi za to co zrobiłam dla Arona. Mężczyzna właśnie dziś wrócił z misji, na której miałam być razem z nim i gdy dowiedział się co się stało był w szoku, przynajmniej tak mi powiedział, ale to na pewno prawda. Kto by uwierzył, że Śmierć zdobędzie się na coś takiego?
 Król chce abym się z kimś przywitała, jacyś spóźnialscy. Z tego co powiedział mi Leonard jest to jakaś bogata rodzina. Nie wiem jak się nazywają, wiem tylko, że przybyła tu matka z synem i jego żoną. 
 Evendor właśnie mnie zawołał i zasiadam do stołu obok niego, jestem dziś jego honorowym gościem i tu jest moje miejsce... Rodzina, której miał mnie przedstawić zmierza w naszą stronę. To niemożliwe! To nie może być prawda!

----------------------------------
Co powiecie na ten rozdział?
Nie uśmierciłam Arona, ktoś bardzo sobie tego nie życzył.
Jak myślicie co zobaczyła Feniks?
Czekam na komentarze.

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział VI

 ------------------------------
Chce go nienawidzić,
ale nie potrafi.
Nie interesuje jej życie innych,
a o niego się martwi.
------------------------------

Odwracam się, żeby się upewnić. Tak to on, to Aron. Zmienił się. Stał się mężczyzną. Gdy opuszczałam dom miał on dwadzieścia jeden lat, ale wyglądał jak chłopiec. Nie wiem tylko co on tutaj robi, jego ojciec mówił, że chłopak jest na misji i nie wiadomo kiedy wróci. Chyba dopiero teraz dotarło do Arona kim jestem. Podchodzi do mnie nie zważając na króla. Przygląda mi się uważnie. Przytula mnie. Bardzo mocno mnie przytula, odrywa mnie od ziemi na wysokość kilku centymetrów. Mam ochotę się mu wyrwać, ale tego nie robię, spędziliśmy razem tyle lat więc wolę żeby chłopak powoli oswoił się  z myślą, że jego przyjaciółka, którą szukał przez cały rok jest tą, którą wszyscy nazywają Śmiercią. Król jest zaskoczony obrotem sprawy do tego stopnia, że nic nie mówi. Aron puścił mnie.
-Czy ty zgłupiałaś!? Wiesz jak się o ciebie martwiłem?! Szukałem cię przez rok! Byłem pewny, że nie żyjesz!- elf zaczął wykrzykiwać.
-Spokojnie, przecież żyję.
-Aronie, Morte jest niezbyt rozmowna. Możesz mi wyjaśnić o co tu chodzi? - zapytał król.
-Mogę mówić sama!
-Czy ty na prawdę jesteś... Nie! To nie możliwe! Nie możesz nią być!
-Ale nią jestem.
-Nie wierzę!
-Jednak taka jest prawda. Musisz ją zaakceptować, albo o mnie zapomnieć. Osobiście wolę, abyś wybrał tą drugą opcję. - powiedziałam beznamiętnie. Widząc twarz króla można z niej wyczytać, iż cała ta sytuacja irytuje go, przecież nie wie co dzieje się przed jego nosem.
 Za chwilę odbędzie się uczta. Jestem na nią zaproszona jako Morte. Należę do armii króla. Evendor chce mnie uroczyście przywitać w swoich szeregach. Obecnie będę zastępcą Leonarda i z nim wyruszę pojutrze na misję. Ma być jeszcze kilka osób, ale nie wdawałam się w szczegóły kto to będzie i tak z pewnością ich nie znam. O tym kim byłam za nim stałam się Śmiercią wie tylko Leonard, Aron i król. Monarcha uparł się, aby dowiedzieć się o mnie wszystkiego i stało się podobnie. Wie o mnie wiele, przynajmniej do czasu kiedy mieszkałam z moim ojcem. Moje życie przed tym gdy stałam się Śmiercią jest tajemnicą i nikt nie może jej poznać.
 Siedzę przy stole, w wielkiej, bogato zdobionej sali obok Arona. Kolory ścian są jasne, można by rzec, iż są pełne życia. Aron wciąż mi się przypatruje, jest teraz inny, gdy mnie zobaczył wyglądał na szczęśliwego, ale gdy teraz na niego patrze mam wrażenie, że wolałby gdybym nie żyła. Prawdę mówiąc to wolałabym nie żyć, czasem mam ochotę odpuścić sobie zemstę, ale nie mogę. Muszę wiedzieć co stało się z Revenem.
Przybył król, teraz oczy wszystkich, które jeszcze przed chwilą były  wpatrzone we mnie, powędrowały na postać monarchy. Evendor wstaje i prosi o uwagę.
-Zapewne wszyscy pamiętacie jak bardzo chciałem, aby Morte, o której krąży tyle plotek i która sieje większy strach w sercach ludzi niż którykolwiek z moich rycerzy dołączyła do naszej armii. - rozgadał się...-Mam wielką przyjemność, poinformować wszystkich tutaj zgromadzonych o tym, że Morte dołączyła do naszej armii. Właśnie dlatego, iż chciałem przekazać wam tę  wspaniałą nowinę, ucztę, która miała odbyć się na cześć moich wspaniałych żołnierzy przeniosłem na wieczór i zaprosiłem tyle osób ile tylko można. - nie dość,  że papla to jeszcze lizus i egoista. Ciągle tylko "moi", nie tak powinien przemawiać króla. - Morte pozwolisz na chwilę, na pewno wszyscy chcą cię zobaczyć. - jest tu chyba tylko jedna Morte... Wstaje i bez słowa idę w stronę Evendora. Patrzą na mnie dosłownie wszyscy, ich miny są bezcenne, a na twarzach dam dworu maluję się ogromne zaskoczenie. No tak, jak kobieta może walczyć i to do tego należeć do  wojska? Pewnie jeżeli znajdzie się jakaś odważna zada mi to pytanie.
 Siedzę obok Arona, mnóstwo osób tańczy, a reszta je lub pije.
-Chodźmy stąd. - Aron cały wieczór nie odezwał się do mnie słowem, a teraz che żebym z nim wyszła.
-Gdzie i po co?
-Musimy porozmawiać.
-Musimy? Nie sądzę. - mężczyzna irytuje się.
-Feniks proszę.
-Miałeś tak na mnie nie mówić!
-W takim razie chodź ze mną. - nic nie odpowiadam, wstaje i wychodzę z sali. Jestem na korytarzu, jego ściany są zdobione roślinnością, która pnie się aż po sam sufit i mimo, że to zostało namalowane wygląda jak prawdziwe. Mnóstwo tu obrazów i rzeźb. Słyszę kroki, to na pewno Aron. Dogania mnie.
-Chodź tędy. - łapie mnie za rękę.
-Dlaczego mam ciebie słuchać?!
-Szukałem  ciebie przez rok więc ty również możesz poświęcić mi trochę czasu. - nic nie mówię. Daje się mu prowadzić. Wchodzimy do jakiejś komnaty, zapewne należy do niego. Aron zamknął drzwi na klucz. Mężczyzna nic nie mówi, on tylko się na mnie patrzy.
-Chciałeś porozmawiać więc mów. - mam jeszcze dziś spotkać się z Erickiem.
-Co się stało przez te cztery lata? Dlaczego tak się zmieniłaś? - mówi to nie swoim głosem. Ten głos jest przepełniony bólem...
-Nic co powinno cię interesować, jeżeli chciałeś rozmawiać tylko o tym to mogę już iść.
-To co o tobie mówią to prawda?
-Tak. - jego twarz... Widać na niej smutek. Nie wiem czemu, ale jest mi go szkoda.
-Nie mogę w to uwierzyć. Brzydziłaś się rozlewem krwi.
-Dobrze powiedziane, czas przeszły, tak było, ale już nie jest.
-Czy dla mnie też musisz być taka?
-Czemu miałabym być dla ciebie inna? Nie jesteś wyjątkiem.
-Wiesz, byłem pewny, że jestem. Znamy się tyle lat... - przerywam mu.
-Dziewczyna, którą znałeś umarła rok temu. Muszę iść. - wychodzę zostawiając Arona samego, ale przed moimi oczami stoi on nadal, najbardziej w pamięci utkwiły mi jego smutne oczy. Czyżbym jednak miała sumienie? Nie, sumienie umarło wraz z Feniks, z dawną mną. Sumienie odeszło z Revenem.
 Wyszłam z zamku, zmierzam właśnie do stajni, w której miałam spotkać się z Erickiem. Wchodzę do budynku i widzę Ericka.
-Wyjaśnij mi wszystko!
-Nie tracisz czasu. - zaśmiał się.
-Mów.
-Jestem jego ojczymem. Szukam go od kilku lat. Jego matka bardzo za nim tęskni. Wiedziałem, że podróżujecie razem.
-Skąd?! - nie wiem co myśleć.
-Nie tylko ja go szukam, jeden z moich elfów znalazł was, Reven wiedział kim on jest, wściekł się i chciał go zabić po to, aby ten nic nikomu nie powiedział, ale ty wtedy byłaś inna, uprosiłaś go żeby darował życie mężczyźnie. Gdy Melof opowiadał mi o tym, nie mogłem uwierzyć, że masz taki wpływ na tego chłopaka. Pamiętasz to wydarzenie, prawda? Było to niecałe dwa lata temu. - doskonale to pamiętam.
-Tak, pamiętam.
-Chcesz wiedzieć coś jeszcze? - chce jak najszybciej zostać sama.
-Dlaczego Reven odszedł z domu?
-Reven miał dużo kłopotów, często wdawał się w różne awantury. Pewnego dnia po prostu zniknął.
-Co to za kłopoty?
-Myślisz, że komuś się zwierzał.
-A awantury?
-Awanturował się z każdym nawet z błahego powodu.
-Czemu?
-Nie wiem. - nic nie mówię. Odwracam się i odchodzę. - Zaczekaj!
-Czego chcesz?
-Mówiłem, że szukam Revena. Co się z nim dzieje.
-Nie wiem. Zapewne nie żyje.
-Co!?
-Zaatakowali nas gdy spaliśmy. Zabrali go. Nie zdradzę nikomu kim jesteś, ale teraz daj mi odejść.
-Kto to był?!
-Nie wiem.
-Jak ja powiem żonie, że nasz syn nie żyje - widzę smutek, rozpacz  bezradność i łzy, nie dziwie się Erickowi. Chwila, czy on powiedział "nasz syn"?
-Mówiłeś, że jesteś ojczymem Revena.
-Bo jestem, ale był dla mnie jak syn. - nic już nie mówię. Odchodzę.
 Siedzę na parapecie okna w mojej komnacie. Okno jest otwarte, do środka dostaje się chłód z zewnątrz. Niebo jest usłane gwiazdami. Wszystko jest takie ciche i spokojne. Mogłabym siedzieć tak godzinami. Żałuję, że spotkałam Ericka, nie powiedział mi on wiele, sprawił tylko, że wróciły wspomnienia, a razem z nimi ból. Nie jest on tak silny jak kiedyś, ale nadal odczuwalny. Erick zapewne będzie chciał wrócić do domu z samego rana.
Zastanawiam się jak to by było, gdyby Reven był przy mnie. Pamiętam jego słowa bardzo wyraźnie: "Gdy skończę sto lat, osiądziemy gdzieś i założymy rodzinę", zapytałam go dlaczego akurat wtedy, powiedział mi, że może do tego czasu on zmądrzeje, na co obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Często o tym rozmawialiśmy przed jego zaginięciem lub śmiercią... Łza spływa mi po policzku, jestem sama, mogę sobie na to pozwolić. Kiedyś zadałam mu pytanie: "Jesteś pewny, że będę czekała na ciebie tyle lat? Wątpię, że ty kiedykolwiek zmądrzejesz." na te słowa się zaśmiał i powiedział, że nigdy nie pozwoli mi odejść. Ja jemu pozwoliłam. Nie dałam rady go uratować. Jak mogłam pozwolić im go zabrać. Co się z nim działo? Czy cierpiał? Zginął czy może nadal żyje?
Reven był bardzo specyficzną osobą, był oschły, zimny, wredny i chamski, ale gdy poznaliśmy się lepiej... Zakochałam się w nim. Kilka razy próbował mnie uwieść, ale po jakimś czasie przestał, zrozumiał, że jeszcze nie czas na to. Byliśmy szczęśliwi.
Przez rozmowę z Erickiem uświadomiłam sobie, że nie wiele wiem o Revenie. Wiem jaki był, ale nie znam jego przeszłości, nie wiele wiem o jego życiu.
 Słońce wschodzi, nawet nie zauważyłam, że siedzę tutaj tak długo. Położę się spać.
 Obudziło mnie pukanie do drzwi. Wstaje niechętnie z łóżka. Otwieram drzwi. To Aron.
-Czego chcesz?
-Powinnaś wstać, teraz są ćwiczenia. Jadłaś już?
-Nie.
-Ubierz się, zaczekam na ciebie.
-Chce ci się?
-Czekałem tyle czasu. - powiedział szeptem.
-Co? - podszedł do mnie. Próbował mnie pocałować, ale uderzyłam go w twarz. - Co ty sobie wyobrażasz?!
-Sam nie wiem! Może jestem idiotą i mam nadzieje, że dziewczyna, która znaczy dla mnie wiele wróci! - nie mogę uwierzyć w to co słyszę!
-Wyjdź! - wyszedł. Co on sobie wyobraża? Nie widzieliśmy się cztery lata.
 Kolejny dzień. Jestem w drodze do miasta, które jest atakowane przez ludzi. Miałam być na jakiejś misji z Leonardem, ale król zmienił zdanie i przydzielił mnie tutaj. Aron też tu jest. Od wczorajszego incydentu nie rozmawialiśmy, mimo, że obydwoje jedziemy nie daleko siebie. Za niecałą godzinę dotrzemy na miejsce. Zastanawiam się jak to możliwe, że ludzie dostali się w głąb naszego kraju niezauważeni, mogli podróżować lasami, ale one też się kończą. Zresztą to nie mój problem.
Nie wiem czemu w głowie mam nadal słowa Arona. Czekał na mnie. Nie wiem co to wszystko miało znaczyć, przecież był pewien, że nie żyje. Trzy lata temu znalazł jakiś trop, który na to wskazywał. Może powinnam z nim o tym porozmawiać, zapytać co takiego znalazł? Dlaczego dopiero teraz o tym pomyślałam? Podjeżdżam do chłopaka.
-Możemy porozmawiać?
-O czym? - jest na mnie zły.
-Na osobności.
-Zabawne, zauważ, że jest tu tyle osób. Porozmawiamy po bitwie.
-Skąd wiesz, że to przeżyjemy? - spojrzał na mnie. Wygląda teraz o wiele spokojniej.
-W takim razie uważaj na siebie. - przybliżył się do mnie, na tyle ile pozwala jazda na koniu. - Proszę. - wyszeptał. Odjechał. Co jeżeli on nie przeżyje? Nie wiem. Nie powinnam się tym przejmować, a jednak to robię, przecież byliśmy kiedyś przyjaciółmi.
 Widzę już miasto, atakują je oddziały ludzi, wdarli się do miasta, a zaatakowali kilka godzin temu. Dobrze, że stolica jest blisko tego miasta inaczej nie moglibyśmy im pomóc. Chociaż nie powinno mnie to tak cieszyć, są zdecydowanie za blisko stolicy. Nasze konie zaczynają galopować.
 Jesteśmy bardzo blisko miasta. Ludzie nas dostrzegli i przygotowują się do odparcia ataku. Nasi łucznicy zajmują pozycje i zaczynają ostrzelać wroga, mogłabym im pomóc, ale wolę walkę bezpośrednią. Atakujemy, walka rozpoczęła się na dobre. Zabijam kolejnych ludzi.
 Walka trwa już od godziny, wygrywamy. Wkrótce wszystko się zakończy, ludzie nie mają szans są osaczeni i zostało ich nie wiele. Ziemię ścielą ciała martwych ludzi i elfów. Kilka metrów przede mną widzę walczącego Arona, jest on otoczony. Mam nadzieję, że sobie poradzi. Pokonuję kolejnych napastników, widzę Arona, mężczyzna nie ma szans, co raz więcej osób zbiera się wokół niego. Biegnę w jego stronę, on długo nie wytrzyma. Boję się o niego. Dobiegam do niego. Walczę z jakimiś ludźmi, są dobrzy. Jeden z nich trafił mnie w ramię, na szczęście to tylko niegroźne zadrapanie. Aron odpiera atak, pomagam mu. Zostało już nie wielu walczących, a w okolicy sześćdziesięciu metrów od nas nie ma nikogo, wszyscy którzy tu byli skupili się na atakowaniu Arona i mnie. Podchodzę do mężczyzny. Jest on wykończony walką bardziej niż ja, ale to przecież głównie na mim się skupili.
-Jesteś ranny? - pytam. Uśmiecha się.
-Nie, a ty? - kłamie.
-Kłamczuch! Nic mi nie jest. - zaśmiał się.
-To dobrze. Martwiłem się o ciebie. - zaczyna schodzić na niebezpieczny grunt. Trzeba zmienić temat.
-O Śmierć nie trzeba się martwić. - posmutniał.
-Mam nadzieję, że kiedyś przestaniesz tak na siebie mówić. Chodźmy pomóc reszcie rozprawić się z tymi, którzy zostali. - on nie może tam iść!
-Nie dasz rady, jesteś za słaby.
-Poradzę sobie. - poszedł. Jaki on jest uparty! Idę za nim, nie zostawię go samego.
-Uważaj! - krzyknął. Stanął przede mną. Upada na ziemię. Z jego ciała wystaje strzała! Nie! Widzę kogoś z łukiem. Rzucam się na niego i zabijam. Biegnę do Arona. Stracił przytomność czy może nie żyje?! Czemu ten idiota nie chodzie w zbroi?!
-Aron! Wstawaj! Słyszysz?! Musisz żyć idioto! Wstawaj!

------------------------------------
I jak?
Czekam na opinie.