To Erick! Obydwoje jesteśmy zaskoczeni tym spotkaniem. Do sali wbiegają strażnicy, których musiałam delikatnie poturbować aby dostać się do ich pana.
-Mógłbyś ich uspokoić, nie chcę im nic zrobić. - gestem dłoni Erick kazał opuścić pomieszczenie swoim podwładnym. Zaraz.. Skoro Erick jest panem tego dworu, to jego synem jest Reven. To on nie chciał przyjąć Arona! Zabiję go gdy wpadnie w moje ręce! - Gdzie Reven!?
-Mogłabyś grzeczniej? - nic nie mówię, teraz mam tylko ochotę rozszarpać chłopaka. - Wyruszył do stolicy. Do ciebie.
-Do mnie?! On ma żonę!
-Ale chciał z tobą uciec.
-I pozwoliłeś mu na to?
-Żeby go przed tym powstrzymać musiałbym go zabić. - co to ma być?! Co się tu dzieje!? Może Reven nie jest taki zły jak myślałam? - Wiele się zmieniło Morte. Podobno już nie zabijasz?
-Nie. Nie zabijam. - przypomniał mi się cel mojej wizyty. - Możesz mi pomóc?
-Jak? - sądziłam, że nie będzie nawet chciał słyszeć o pomocy mi.
-Potrzebuję odtrutki. - wytłumaczyłam Erick'owi na czym polega działanie trucizny. Jednak sądząc po jego minie nie jest on skory do pomocy.
-Morte...
-Feniks. - poprawiłam. Mężczyzna uśmiechnął się.
-Tak więc Feniks. - westchnął. - Pomógłbym ci, ale to niestety w twoim wypadku nie jest możliwe. Żadna odtrutka ci nie pomoże. Jesteś elfem. Przykro mi.
-Jestem ehominis. - nagle dotarło do mnie, że stąd są moje wrodzone zdolności do walki, szybka regeneracja, wszystko działo się tak szybko, że nawet nie przeszło mi to przez myśl.
-Jak to?! - wzruszyłam ramionami.
-Ojciec powiedział mi o tym nie dawno.
-Zaraz dostaniesz swój lek. - będę żyła! Odzyskałam ojca, brata, wspomnienia i Arona!
***
Dotarłam do lasu, widzę ogień. Mój koń zaczął wariować. Zsiadłam z wierzchowca i zaczęłam biec. To pali się dom mojego ojca! Słyszę uderzenia mieczy. Biegnę w stronę dźwięku. To Reven i Kendall!
-Miałeś być w stolicy kochanie. - mój głos był przesiąknięty jadem do granic możliwości. Kendall jest zszokowany moimi słowami. Wyjęłam miecz i zbliżyłam się do Revena. - Będziesz ostatnią osobą, którą zabiję.
